Osiecki duch

Dawno, dawno temu gdy Osiek liczył kilka domów; gdy ludzie przybywali z dalekich stron, aby osiedlić się na tych żyznych terenach; do Osieka przyjechał bardzo bogaty szlachcic. Przyjechał w pozłacanej karecie, ozdobionej licznymi ornamentami. Będąc juz w Osieku, postanowił wybudować swój pałac blisko drogi głównej i kościoła. Ale wszystkie pola, które spełniały jego życzenie były już zajęte. Było tylko jedno takie pole, ale na nim znajdował się grób siostry przełożonej pobliskiego klasztoru - Eugenii. Była to wielce zasłużona dla Osieka siostra zakonna. Opiekowała się ona dziećmi, gdy ich rodzice ciężko pracowali w polu. Opiekowała się także pieczołowicie osieckim kościołem i terenem przylegającym do niego. Zawsze dbała by był czysty, na ołtarzach były świeże kwiaty z jej ogródka. Szlachcic, który nie liczył się z zdaniem rodziny i innych ludzi, postanowił zniszczyć grób i wybudować na tym polu swój pałac. Wszyscy odradzali mu jego plany, ale on nikogo nie słuchał. Zlecił swoim poddanym budowę pałacu. Wszyscy pracowali z niechęcią, ale musieli wykonywać polecenia Pana, bo inaczej spotkałaby ich surowa kara. Pod posadzką piwnicy znajdowała się trumna z doczesnymi szczątkami siostry Eugenii, gdyż Pan nie pozwolił na przeniesienie tej trumny na cmentarz przykościelny, gdyż - jak twierdził - opóźni to prace budowlane. Drewnianą obudowę grobu, robotnicy złożyli na strychu pałacu, uznając, że powinna ona być blisko grobu. Pewnego pochmurnego wieczoru, Pan siedział z synem, który był zarazem dziedzicem jego majątku, w pięknym salonie, gdzie wszystkie meble były ozdobione płaskorzeźbami. Nagle usłyszeli głosy tupania, jakby ktoś chodził po schodach z piwnicy na strych. Wyszli z salonu i nasłuchiwali skąd dobiega tupanie, czy to może jakiś złodziej chce dostać się do ich pałacu. Jednak nic nie usłyszeli. Szlachcic, trochę zmęczony powrócił do salonu. Syn postanowił jeszcze chwilkę postać i posłuchać. Gdy Pan zasiadał już do wygodnego fotelu, usłyszał krzyk syna. Szybko wybiegł z salonu i ujrzał nieżywego już syna, który leżał w drewnianej obudowie grobu siostry Eugenii. Wszyscy mieszkańcy tłumaczyli Szlachcicowi, że głos tupania to był głos Eugenii, która chodziła od swojego grobu do jego obudowy złożonej na strychu pałacu. wkrótce doszło do pogrzebu syna - dziedzica, na który przybyło bardzo dużo wiernych. W niedługim czasie w niewyjaśnionych okolicznościach zmarła cała rodzina Pana. Został na świecie sam, bez żadnych bliskich. Po tych wydarzeniach pozwolił przenieść trumnę ze zwłokami na cmentarz przykościelny. Od tego momentu, mieszkańcy wierzyli w opiekę Eugenii, a raczej jej ducha, który straszy wszystkich przybywających do wioski, przestrzegając przed złym zachowaniem. Chce ona poprzez to uchronić mieszkańców Osieka przed przykrościami i szkodami, które mogliby spowodować przybysze.